Szukaj

/ languages

Choisir langue
 

Sport. Mistrzostwa w piłce ręcznej.

Karabaticz. Francuska dusza - chorwackie korzenie

 Marek Brzeziński

Tekst z  19/01/2009 Ostatnia aktualizacja 26/01/2009 14:37 TU

W piątek, w Chorwacji, rozpoczęły się mistrzostwa świata w piłce ręcznej. Francuzi, aktualni mistrzowie olimpijscy z Pekinu, mają chrapkę na dublet – chcą zdobyć tytuł najlepszej „siódemki” na naszym globie. Szanse mają duże, tym większe, że w ich ekipie występuje wielka gwiazda – Nikola Karabaticz. Powiada się o nim, że to „złota ręka”. Karabaticz jest tym dla piłki ręcznej, czym Ronaldinho dla futbolu.

Nikola Karabaticz w koszulce z "Trzynastką"Fot. AFP

Nikola Karabaticz w koszulce z "Trzynastką"
Fot. AFP

Poza tym, że jeden rzuca piłkę ręczną do siatki bramkarza, a drugi kopie ją nogą, główna różnica polega na tym, że wielki, kataloński klub, potęga europejska w obydwu dyscyplinach sportu, FC Barcelona, Ronaldinho może mieć w swoim składzie, o Karabaticzu może jedynie marzyć, gdyż ten urodzony w Niszu zawodnik z francuskim paszportem nie wyobraża sobie, że mógłby grać gdziekolwiek indziej niż w Kolonii, świetnej ekipie ze stolicy Szlezwiku-Holsztynu. A w piłce ręcznej ligi niemiecka i hiszpańska należą do najlepszych w Europie, czyli w tym przypadku na świecie.

Karabaticz, który ma w Kolonii zająć pozycję ikony niemieckiej ekipy, Stefana Loevegrena, chce doprowadzić swój zespół do tytułu najlepszej, klubowej drużyny Starego Kontynentu. W ubiegłym roku te zamiary w Lidze Mistrzów się nie udały, lepsi byli Hiszpanie z Ciudad Real, ale w tym roku, kto wie? Na razie Karabaticz i ekipa Niebieskich myślą o mistrzostwach świata. Karabaticz jest w szczególnej sytuacji. Proszę sobie wyobrazić człowieka, którego językiem ojczystym nie jest francuski, który nie urodził się na francuskiej ziemi i co więcej jedzie do kraju, który wydawałoby się być bliższy jego korzeniom, czyli na Chorwację.

Karabaticz jednak twierdzi, że mimo jego pochodzenia etnicznego, zdecydowanie bliższa jest mu kultura francuska. Często się tak zdarza, że gramy niekoniecznie w tych barwach, w jakich się urodziliśmy.

Takim przypadkiem był Luis Fernadez, który reprezentował Francję w piłce nożnej. Jego mama, Hiszpanka, miała trudny orzech do zgryzienia, gdy siedziała na trybunach obserwując mecz Francja–Hiszpania. Kibicowała Hiszpanom, ale kciuki trzymała za syna, nawet wtedy, gdy po jego strzale piłka lądowała w hiszpańskiej bramce.

Podejrzewam, że globalizacja, także w dziedzinie sportu, będzie coraz bardziej komplikowała te zawiłe pajęczyny życiowo-etnicznych zakrętów. Swego czasu na stokach narciarskich, a działo się to w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w czubie zajmowała miejsca w konkurencjach zjazdowych, niejaka Elena Matous. Najpierw reprezentowała komunistyczną Czechosłowację, ale później zrezygnowała z takiego sponsora i jeździła, o ile mnie pamięć nie myli, w reprezentacji między innymi San Marino, a potem Libanu i Iranu, z czego te kraje miały takie korzyści, że mogły się pochwalić wyczynami niezłej sportsmenki.

W przypadku Luisa Fernandeza i Nikoli Karabaticza sytuacja jest nieco inna. W Pekinie, gdzie Francuzi, ku zaskoczeniu wszystkich, sięgnęli po złoto, Karabaticz miał za zadanie zastopowanie Ivano Balicza – gwiazdy reprezentacji Chorwacji, czyli gospodarza obecnych mistrzostw świata. Robił to skutecznie.

Francja sięgnęła po "polskie" marzenie, po złoty medal olimpijski.

Kibice chorwaccyFot. Reuters

Kibice chorwaccy
Fot. Reuters

Teraz obydwaj panowie mają ponoć zostać głównymi aktorami chorwackich mistrzostw. Agent Karabaticza, Andrej Golicz, na pytanie ile w genialnym piłkarzu ręcznym jest z Chorwata, odpowiada z sarkazmem, że tyle co w nim samym – „końcówka nazwiska – owe -icz” i na tym się kończy „chorwackość” obydwu, piłkarza i jego agenta. Mama Nikoli stwierdza dyplomatycznie, że Niko jest w 30% Serbem, w 30% Chorwatem i w 30% Francuzem. Chciałoby się zapytać o te brakujące 10%, ale nie wypada, bo pewnie to decyduje o „niebieskiej” całości Karabaticza.

Tata Nikoli bronił bramki reprezentacji Jugosławii na Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku i jest stuprocentowym Chorwatem, ale ponoć jest także bardziej francuski niż Molier, Zidane i Sarkozy – razem wzięci. Losy Karabaticza – to może być scenariusz dzieci każdego z nas, Europejczyków. Trzy lata w Niszu przy mamie. Nisz to Serbia, mimo, że tutaj w 1443 roku wojska węgierskie pokonały armię turecką. Serbia, ale jednak mama Nikoli jest Chorwatką. Tata pojechał do Strasburga, aby grać w tamtejszym klubie.

Nikola powiada, że nie ma co mnożyć bytów – jego kulturą jest Francja, chociaż jego korzenie są w byłej Jugosławii.

Selekcjonerzy reprezentacji Chorwacji chcieli go namówić na włożenie koszulki w barwach ich kraju, ale Karabaticz odmawiał, a w jego domu nigdy nie było na ten temat żadnej rozmowy. Nie przeszkadza mu to w spędzaniu wszystkich wakacji w Chorwacji, gdzie jego rodzina ma dom. Nikola Karabaticz, 1,95 m wzrostu, 102 kg wagi, 131 razy grał w reprezentacji Francji, dla której strzelił ponad pół tysiąca bramek. Jest bożyszczem francuskich kibiców piłki ręcznej.

Na parkiecie, zdaniem fachowców, Nikola, zapomina o swej francuskiej kulturze. Do głosu dochodzi chorwacki temperament. W jego psychice zachodzi niezwykłe przeistoczenie: staje się chorwackim wojownikiem, walczy do upadłego, toczy boje o przegrane piłki, jest nieustępliwy i nie popuści przeciwnikowi, niczym rozwścieczony rottweiler. A co to oznacza, to zrozumie tylko ten, kto kiedykolwiek, czy to w koszulce mistrzów olimpijskich, czy w zawodach podwórkowych, stawał do boju w meczu piłki ręcznej.

Tak jak we wszystkim, w negocjacjach, w zarządzaniu, w telewizji - w piłce ręcznej obowiązuje zasada specyfiki kulturowej.

Inaczej grają Szwedzi czy Islandczycy, a inaczej Francuzi czy Serbowie. Przez swój związek z klubem z Kolonii i ze Stefanem Loevgrenem, Karabaticz nabrał w swej grze bardziej „europejskich nawyków”. Szkoda, że ani on sam, ani jego agent, ani koledzy klubowi nie chcą na ten temat więcej mówić, bo to przecież fascynujący temat i to nie tylko dla antropologów.

A w przyszłym tygodniu będzie znów o piłce ręcznej i o szczypiorniaku. Czytajcie i słuchajcie nas i to nie tylko o sporcie - bo już niebawem nasza rozgłośnia ma zamilknąć na zawsze.

Żegnamy i zapraszamy

17 grudnia 1981 - 31 stycznia 2010

29/01/2010 16:02 TU

Ostatnia audycja

Pożegnanie ze słuchaczami

Ostatnia aktualizacja 09/02/2010   12:44 TU

Nasza wspólna historia

Paryż - Warszawa

Francja dla Polski na falach eteru

31/01/2010 12:32 TU

Kultura - z archiwum RFI

Piosenka, kabaret, musical

Za kulisami piosenki francuskiej

Ostatnia aktualizacja 25/02/2010   21:42 TU

Teatr we Francji

Paryskie aktualności teatralne

Ostatnia aktualizacja 23/02/2010   14:33 TU

Kronika artystyczna

Paryskie wystawy 2000-2009

Ostatnia aktualizacja 16/02/2010   14:56 TU

Paryska Kronika Muzyczna

Ostatnia aktualizacja 22/02/2010   17:12 TU

POST-SCRIPTUM I MULTIMEDIA

Ostatnia aktualizacja 21/02/2010   11:38 TU