Krzysztof Rutkowski
Tekst z 22/11/2009 Ostatnia aktualizacja 22/11/2009 15:49 TU
Nie chcem, ale muszem, powiadał pewien wąsacz z Gdańska. Zatem robię, co do mnie należy, w nadziei, że rozbawię naszych Szanownych Słuchaczy i Czytelników. Jak być szczęśliwym?
Jak być szczęśliwym?
Oto pytanie tętniące z pierwszej strony tygodnika L’Express nad fotografią kobiety w średnim wieku dość nieprzyzwoicie uśmiechniętej i najprawdopodobniej nagiej, ale jej nagości wymykają się z okładki i nakazują się domyślać.
Kobieta w średnim wieku na okładce tygodnika L’Express jest uśmiechnięta jednoznacznie – założę się „o dolary przeciwko orzechom“ (jak powiadał jeden z bohaterów powieści Karola May’a) – że wiem co wywołało tak radosny uśmiech na twarzy tej kobiety, bo to w sumie proste, ale o tym się nie mówi, to się robi.
Dziesiątki stron w tygodniku L’Express poświęcono pytaniu jak być szczęśliwym. O szcześciu i nieszczęściu, o trwodze i cierpieniu czytałem wiele tysięcy stron, a ponadto wiem jak smakuje szczęście i jak smakuje cierpienie, ale to moja sprawa, do przeglądu tygodników nie należąca. Przyznać jednak muszę, że dawno nie czytałem tak skandalicznych banałów w kwestiach dla życia każdego człowieka zasadniczych. Wiem, każdy musi zarobić na życie, redaktorzy i autorzy tygodnika L’Express również muszą zarobić na życie. Ale dlaczego aż tak głupio? Widocznie szukają szczęścia, którego nigdy nie znajdą, ponieważ głupota jest wielkim nieszczęściem, a oszukiwanie siebie i innych – źródłem wszelkich nieszczęść możliwych.
Co zatem wynika z kilkudziesięciu stronic wydrukowanych w L’Express o szczęściu,z kobietą w średnim wieku po świeżym orgaźmie (a jednak się wygadałem), na okładce?
Wiem, jak być szczęśliwym
Nie wiecie? To wam powiem. Należy dbać o zdrowie. Należy unikać hipermarketów, bo to stresuje. Należy jak najmniej korzystać z telefonu komórkowego, bo to stresuje. Należy swobodnie decydować o tym, co chce się robić, bo – w przeciwnym wypadku - to stresuje. Chcesz mieć dziecko – to je sobie zrób. Chcesz rzucić mężczyznę, który cię kocha nad życie – to go sobie rzuć. Jak zdechnie, to jego sprawa. Trzeba być szczęśliwym. Za wszelką cenę. Jedynym ważnym składnikiem pośród kilkudziesięciu pustych stronic o pustym szczęściu w tygodniku L’Express okazuje się prawdziwa informacja o szczęściu: to wymysł tak zwanej „nowożytności“, czyli dwudziestego stulecia.
Przez wiele, wiele wieków, od czasów starożytnych, pojęcie szczęścia (osobistego) nie było znane. Pojęcie obowiązku (wobec Miasta, Ojczyzny) tak, owszem. Pojęcie szczęścia w rozumieniu: oddać życie dla kogoś, za coś – owszem tak. Powiadano: „jak słodko umierać za Ojczyznę“. Powiadano: „jak dobrze oddać życie w obronie Boga“. Powiadano: "jak dobrze oddać siebie samego dla osoby, którą się kocha“.
A jeśli Boga nie ma? Co wynika z recept na szczęście zamieszczonych w tygodniku L’Express? Wynika jasno tylko tyle i aż tyle: Boga nie ma. Ojczyzny nie ma. Może jest Matczyzna, ale to nie jest pewne. Z tygodnika L’Express wynika tyle: myj zęby, odpoczywaj, wcieraj kremy. Wygoń z domu mężczyznę (kobietę) sprawiającą problemy. Jak psa. Nie: psa nie wolno wygonić. Człowieka można. I nade wszystko – nigdy nie myśl. A wtedy będziesz szczęśliwy.
Szczęście po węgiersku
Jestem nieszczęśliwy, ale byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie dodał, że w tygodniku L’Express ukazał się artykuł o pewnym Węgrze ożenionym z Polką (która przeżyła Dachau), autorze kilku bestselerów o tym, jak być szczęśliwym. Redaktorzy paryskiego tygodnika piszą nazwisko Węgra wykładającego w Kaliforni tak: Mihaly Csikszentmihalyi, co pewno czyta się w macierzystym języku tak: Michał Czeskimatyli. Otóż Michał Czeskimatyli napisał wiele książek o tym, jak być szczęśliwym. Rozchodziły się one w USA jak ciepłe bułki. We Francji też nieźle się rozchodziły. Problem mały, ale świdrujący: Michał C. na fotografii wydrukowanej w tygodniku L’Express nie wygląda na szczęśliwego. Owszem, jest czerstwy, ale nie jest szczęśliwy. Dlaczego wiem? Bo widzę.
Zapomniałem dodać: Michał jest twórcą “psychologii optymizmu“, czyli nauki o tym, że chociaż się umrze, to nie warto umierać. Wolę zarabiać na życie uczciwiej. Na życie. I na śmierć, która blisko.
Albert Camus w Panteonie
Albert Camus trafi do Panteonu. Dobra wiadomość, bo do paryskiego Panteonu trafiają truchła rozmaite, często przypadkowe. Albert Camus – tak, pomysł doskonały. Le Nouvel Observateur przeznaczył Albertowi Camusowi okładkę i osobne strony. Między innymi esej Zygmunta Baumana o autorze „Dżumy“ – może szkoda, bo ten esej jest bezwzględnie i nieubłaganie banalny. Na szczęście nie ja odpowiadam za redakcję i układ materiałów w tym paryskim tygodniku. Na okładce „Nouvelobsa“ Wielki Algierczyk – Albert Camus, jeden z największych pisarzy wszechczasów. Nie dowiemy się nigdy (a może jednak się dowiemy), czy tamtej feralnej nocy, 4 lutego 1960 w drodze do Paryża, kiedy Facel Vega, prowadzona przez Michela Gallimarda owinęła się wokół drzewa, czy tamtej nocy Michel Gallimard był zupełnie pijany, czy też Albert Camus przeszkodził dymem z papierosów bezpiecznie wejść w zakręt? Z fragmentów wspomnień córki Alberta Camusa, Catherine, zamieszczonych w paryskim tygodniku nie dowiemy się prawdy. Ona pisze o Ojcu, niestety, sentymentalnie albo dla pieniędzy.
Palenie leczy gruźlicę
Palił bez przerwy. „Palił jak strażak“ – tak powiadają Francuzi. Goluazy – straszne papierosy. Znakomita większość zdjęć Alberta Camusa, które znamy, i które powtarzają się w tygodniku, pokazują Alberta Camusa z papierosem w ręku lub w ustach. Wtedy papierosy jeszcze nie szkodziły. Szczególnie wtedy, kiedy było się chorym na gruźlicę – jak Albert Camus. Teraz papierosy szkodzą wszystkim: zdrowym, chorym, niepalącym i przede wszystkim tchórzom, którzy osiągną nieosiągalne szczęście w poczuciu, że są szczęśliwi, czyli mają męża (żonę), duże mieszkanie, dzieci, duży samochód i przede wszystkim dużo, dużo niczego.
Co się dzieje z Sarko?
„Co się dzieje z Sarkozym“? – oto pytanie na pierwszej stronie tygodnika Le Point. Z wielu stronic poświęconych prezydentowi Francji wynika, że dzieje się z nim niedobrze. Społeczeństwo Widowiska pochłonęło go do szczętu. Gada, ale gada od rzeczy. Rządzi, ale nierządnie.
Francja jest nadal bardzo bogatym krajem, ale krajem coraz jednak biedniejszym. Kobiety, wino, śpiew – to jeszcze przechodzi. Carla Bruni śpiewa nadal. Prezydent dwoi się i troi się, a nawet staje się poczwórnym.
Co z tego wynika? Nic. Przyjaźń francusko-niemiecka, motor Europy? Jak bardzo próby francusko-niemieckiego spółkowania okazują się beznadziejne, przekonują artykuły w tygodniku Le Point.
Jakie polecamy recepty na szczęście? Miłość. Miłość, jeszcze raz miłość. To takie proste. Takie trudne. Poza zasięgiem francuskich tygodników. Trochę szkoda, ale damy sobie jakoś radę, w prywatnym zakresie, prywatnych ludzi.
Żegnamy i zapraszamy
29/01/2010 16:02 TU
Nasza wspólna historia
Kultura - z archiwum RFI
Ostatnia aktualizacja 22/02/2010 17:12 TU
Ostatnia aktualizacja 21/02/2010 11:38 TU