Grzegorz Dobiecki
Tekst z 27/11/2007 Ostatnia aktualizacja 27/11/2007 14:48 TU
Myszkuję w tej Sieci, myszkuję; samą przyjemność znajduję - bo w ramach czynności służbowych korzystam ze stałego łącza macierzystej rozgłośni. W domowych pieleszach, w ramach czynności prywatnych, już bardziej się zważa na koszty. To nie żadne przyznanie się do nadużyć w miejscu pracy, a jedynie przykra konstatacja, że na nieskrępowaną cybernawigację nie zawsze wystarcza funduszy prywatnych. Pod wpływem lektury kolejnych stron w Internecie wnioski i obserwacje rodzą się same.
Prezydent Sarkozy sławi logiczny wybór: pracuj więcej, to więcej zarobisz. Jak wskazują internetowe sondaże, większość Francuzów nie ma nic przeciwko takiej opcji, ale mrożą ją - tę większość - mnożące się statystyki. Wynika z nich bowiem, że nawet wzmożona aktywność zawodowa nie gwarantuje wzrostu siły nabywczej ( też, skądinąd, obiecywanego przez Sarkozy'ego w trakcie kampanii wyborczej) - bo ceny we Francji rosną w tempie jeszcze wyższym. I nie chodzi tu wcale o luksusy. Taka na przykład bagietka nasza powszednia - rachują na swoich witrynach francuskie stowarzyszenia konsumenckie - w 2001 r. , po skazaniu na śmierć narodowego franka, kosztowała 60 eurocentymów ( gdzie indziej zwanych eurocentami), a obecnie trzeba za nią zapłacić już przeciętnie 0,9 euro. O jedną trzecią więcej, niż przed sześciu laty. Inne podstawowe produkty zdrożały w podobny sposób; niektóre o 10 procent tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
Co więc robić, by nie dać się zjeść z kopytami wilczemu wzrostowi kosztów utrzymania? Odpowiedź brzmi: kupować w Internecie.
Według dostępnych w Sieci danych, takie rozwiązanie wybrało w drugim kwartale tego roku aż 19 mln cyberklientów z łącznej rzeszy 30 mln francuskich internautów. Oczywiście nie mówimy tu jedynie o bagietkach, lecz o ogólnie pojmowanej "konsumpcji bieżącej". Chętnych do jej zaspakajania za pomocą Internetu przybyło - w porównaniu z pierwszym kwartałem 2007 - aż o 39 procent.
Zaznaczyła się jednocześnia inna dająca do myślenia prawidłowość. Otóż Francuzi, świadomi potrzeby, jeśli nie konieczności, zaciskania pasa, gotowi są poczynić oszczędności w wielu innych dziedzinach życia - lecz nie w opłatach za dostęp do Internetu, bo ograniczyłoby to możliwość.... wydawania pieniędzy. Ale wydawania, a jakże, w Sieci!
Inna sprawa, że dostępne dane mogą wprowadzać w błąd. Wspomniane stowarzyszenia konsumenckie traktują bowiem odwiedziny na stronie internetowej któregoś ze sklepów wysyłkowych właściwie jak dowód poczynienia tamże zakupów, gdy tymczasem bywa to często - jeśli nie najczęściej - zaledwie polizanie witryny przez płynne kryształy ekranu komputera. Tak właśnie rzecz się ma z zaglądaniem na najpopularniejsze wystawy czy wyprzedaże francuskiej edycji eBay'a, kolei państwowych SNCF, wirtualnego domu towarowego La Redoute czy świetnego FNAC'a, pierwowzoru polskiej sieci EMPiKów.
W przekonaniu 7 na 10 francuskich internautów, właśnie w ten sposób znajduje się najlepsze okazje, czyli najmądrzej oszczędza. Powtórzmy zaś, że liczbę internautów we Francji szacuje się na 30 mln, co oznaczałoby, że do tego grona należy co drugi obywatel kraju, niewyedukowanych informatycznie starców i noworodki w to wliczając.
Rodzi się więc pytanie: skoro w Internecie jest taniej, i pojmuje to cała rzesza obywateli, to dlaczego w zwykłych francuskich sklepach, butikach, super- i hipermarketach ciągle tak tłoczno? Przekonującego wyjaśnienia nie znalazłem. Znalazłem natomiast - na stronie popularnej popołudniówki Le Parisien - inną eksplikację.
Otóż, zadniem cytowanych przez to źródło ekspertów, przytoczone na wstępie naszych rozważań dane o postępującej drożyźnie działają jak mechanizm napędu, lub może raczej: samonapędu. Skoro ceny w klasycznych sklepach idą w górę, to trzeba ruszać do sklepów wirtualnych, czyli - co było do udowodnienia od początku - kupować w Internecie. Cytowani, choć bez nazwisk i tytułów, eksperci, twierdzą nadto, że dzisiejsi klienci nie wybierają się już na cyberzakupy przypadkowo i bez fachowego przygotowania.
Jest to opinia zdumiewająca. Wystarczy bowiem kliknąć choćby na link wspomnianych kolei państwowych SNCF, by znaleźć informację o przerzucaniu coraz większej części sprzedaży biletów, a także innych atrakcji w pociągach, do kas wirtualnych, ale za pieniądze jak najbardziej realne - i wcale nie mniejsze, niż pobierane do niedawne w okienkach dworcowych. Owszem, klient zaoszczędzi czas, bo nie będzie się musiał fizycznie przemieścić po bilet przed wyprawą, ale kolej i tak wyciągnie z niego środki płatnicze w wielkości równej, alibo większej, nż uprzednio.
Skusi go choćby bezprzewodowym dostępem do Internetu, planowanym we francuskich torpedach TGV na połowę przyszłego roku. Bezprzewodowym, ale nie bezpłatnym: 3 euro za godzinę surfowania to rozbój na żelaznej drodze, bo coraz więcej francuskich miast i hoteli oferuje usługę w systemie WiFi za darmo.
Internet
Żegnamy i zapraszamy
29/01/2010 16:02 TU
Nasza wspólna historia
Kultura - z archiwum RFI
Ostatnia aktualizacja 22/02/2010 17:12 TU
Ostatnia aktualizacja 21/02/2010 11:38 TU